Pogorzelica – parafia maltańska
Pogorzelica (dawniej: Pogorzelice) w powiecie jarocińskim, czasami mylona z noszącą tę nazwę miejscowością wypoczynkową nad Bałtykiem w gminie Rewal, jest dzisiaj niewielką osadą z kościołem parafialnym pw. św. Wojciecha i NMP Matki Kościoła oraz przeprawą promową przez Wartę. Przeprawa istniała w tym miejscu od niepamiętnych czasów, umożliwiając podróż traktem z Gniezna i Poznania do Kalisza. Od połowy XIII wieku wieś była własnością Zakonu Braci Szpitalnych św. Jana Jerozolimskiego (joannici), zwanych od 1530 roku kawalerami maltańskimi. Sytuacja ta uczyniła z Pogorzelicy na wiele wieków wsią posiadającą status sołectwa kościelnego ze wszystkimi tego konsekwencjami, do których jeszcze wrócimy. W drugiej połowie XIX wieku probostwo w Pogorzelicy posiadało 269 ha ziemi.
Do tamtejszej parafii pw. św. Wojciecha należały w XVI wieku wsie Chwałów, Komorze, Nowa Wieś, Paruchów, Rogaszyce, Ruda Komorska i Szczonów. Jako parafia Pogorzelica była afiliowana do poznańskiej parafii pw. św. Jana Jerozolimskiego, na miejscu duszpasterstwem zajmował się wikariusz, działający w imieniu proboszcza rezydującego w Poznaniu, a kolatorem był każdorazowy komandor poznańskich joannitów. Do drugiej połowy XIX wieku kościół parafialny w Pogorzelicy był budowlą drewnianą, choć zapewne dość bogato uposażoną i obszerną. We wsi znajdował się folwark kościelny, przekształcony po II wojnie światowej w Państwowe Gospodarstwo Rolne, zlikwidowane w latach 90-tych ubiegłego wieku. Na terenie parafii, w pobliskim Komorzu stał do drugiej połowy XIX wieku drewniany kościółek, w którym posługiwali franciszkanie konwentualni z klasztoru w Pyzdrach. Szkoła w Pogorzelicy istniała od zamierzchłych czasów, wspominają o niej m.in. XVII-wieczne wizytacje, w których znaleźć można wzmianki o utrzymywanym przez probostwo rektorze szkoły, mieszkającym wówczas w drewnianym domu z ogrodem. W XVII wieku w Pogorzelicy funkcjonowała również ogrzewana izba dla sześciu ubogich utrzymujących się z jałmużny, określana mianem szpitala.
Na kongresie wiedeńskim w 1815 roku została wytyczona nowa granica pomiędzy Królestwem Prus i Cesarstwem Rosyjskim. Pogorzelica znalazła się w zaborze pruskim, w pobliżu linii granicznej wyznaczonej wzdłuż dolnego biegu Prosny i biegnącej na północ nieopodal położonego na prawym brzegu Warty Spławia. Kilka lat później, w 1818 roku, władze pruskie utworzyły w Nowej Wsi Podgórnej urząd celny dla barek, którymi spławiano rzeką towary przemysłowe i węgiel na teren zaboru rosyjskiego, a stamtąd sprowadzano m.in. zboże i drewno. Transport rzeczny upadł wraz z pojawieniem się kolei żelaznej. Lektura zapisów w księgach metrykalnych parafii Pogorzelica pozwala zauważyć pojawienie się wówczas nowej grupy mieszkańców, którą tworzyli celnicy, rekrutujący się często z napływowej zubożałej szlachty (zob. https://exulpatriae.web.amu.edu.pl/cos-dla-genealogow/).

oberża i urząd celny w Nowej Wsi Podgórnej, przeprawa przez Wartę.
Pocztówka z początku XX wieku ze zbiorów Biblioteki Uniwersyteckiej UAM
Pierwsza wzmianka o Pogorzelicy pojawia się we wspomnieniach ks. Pocharda w kontekście trudnej dla niego sytuacji, w jakiej znalazł się po powrocie z kolejnej podróży do Warszawy w październiku 1811 roku. Dowiedział się wówczas, że ks. Gundisalvus Kowalewski, komendarz w pobliskim Kretkowie opuścił tę parafię, nie uprzedzając o swojej decyzji dziekana. Kolatorem kościoła pw. Wszystkich Świętych w Kretkowie była chlebodawczyni ks. Pocharda Helena z Lipskich Skórzewska, która przebywała wówczas w swoich majątkach na Pomorzu Gdańskim. Guwerner, nie widząc innego rozwiązania, poczuł się zobowiązany odprawiać w Kretkowie msze w niedziele i święta do czasu wyznaczenia nowego duszpasterza. W międzyczasie napisał w tej sprawie do Konsystorza Generalnego archidiecezji gnieźnieńskiej, który w odpowiedzi wyznaczył go na administratora w Kretkowie. Ksiądz przyjął tę nominację z niechęcią i w nadziei, że wkrótce zostanie uwolniony od tego, co nazwał „brzemieniem ciężkim dla obcokrajowca” (fardeau pesant pour un étranger). W tej sytuacji do gry wkroczył ks. Piotr Śliwkiewicz z sąsiedniej Pogorzelicy, należącej wówczas do diecezji poznańskiej:
„Dowiedziałem się, że komendarz z parafii w Pogorzelicy, do której należy Komorze, mógłby zaakceptować to stanowisko, zaprosiłem go więc i zaproponowałem przejęcie opieki nad parafią. Po wielu rozmowach na ten temat powiedział mi, że mógłby przyjąć tę propozycję pod warunkiem, że Pani [Starościna] zgodzi się powołać go na proboszcza tej parafii w przyszłym roku. Jako iż wiedziałem, że jego maniery nie podobają się zbytnio Pani, a ponadto zbyt wiele domagał się od parafian, którzy prosili go o metryki chrztu i inne [dokumenty], odpowiedziałem mu, że napiszę w tej sprawie do Pani [Starościny]. Odpowiedź nie była pozytywna, musiałem więc przyjąć na swoje barki obowiązki związane z tym kościołem i nie mam nadziei, że uwolnię się od tego brzemienia, które wymaga, bym we wszystkie niedziele i święta jechał milę od mojego miejsca zamieszkania, a czasem nawet wiele razy w ciągu tygodnia, bym przyzwyczaił się do głoszenia kazań w obcym języku, a przede wszystkim, bym słuchał spowiedzi, ciągle się obawiając, czy penitenci nie posługują się wyrażeniami metaforycznymi, by wyrazić najcięższe grzechy”.
Ostatecznie w kwietniu 1812 roku z guwernera zdjęto obowiązki administratora parafii w Kretkowie, a wspomniany wyżej ks. Śliwkiewicz opuścił Pogorzelicę, by podjąć obowiązki duszpasterskie w parafii pw. św. Małgorzaty w Gostyniu.
O Pogorzelicy słyszymy po raz kolejny dopiero we wspomnieniach z 1824 roku. Dnia 7 listopada ks. Pochard pojechał tam na święto poświęcenia kościoła i dowiedział się o planowanych uroczystościach przeniesienia ciała zmarłego w tym samym roku Józefa Mielżyńskiego (1765-1824) z Miłosławia do nekropolii Mielżyńskich w krypcie kościoła reformatów w Woźnikach koło Grodziska Wielkopolskiego. Guwerner wziął w nich udział i pozostawił opis tej prawdziwie sarmackiej uroczystości, która odbyła się w sugestywnej listopadowej aurze szybko zapadającego zmroku, rozpraszanego światłem świec, oliwnych lamp i niesionych przez żałobników pochodni, których blask odbijał się w wodzie miłosławskich stawów.
26 grudnia tego samego roku ks. Pochard uczestniczył w uroczystości prymicyjnej młodego duchownego, który był już związany z parafią w Pogorzelicy i miał w niej spędzić kolejnych kilka lat jako wikariusz:
„Następnie, 26 [grudnia], udałem się do Pogorzelicy, gdzie uczestniczyłem we Mszy prymicyjnej znanego mi młodego księdza, który miał zostać wikariuszem tej parafii po odejściu [ks. Onufrego] Ziemkiewicza, wyznaczonego przez pana Antoniego [Skórzewskiego] na probostwo w Kretkowie. Ceremonia ta miała jak najbardziej uroczysty charakter. Przywieziono dalmatyki, które w tym kraju znajdują się jedynie w miastach. Asystujący stale trzymał mszał w zasięgu celebransa, a diakon czuwał nad przebiegiem całej uroczystości, by celebrans nie pominął żadnej jej części.
Podczas Mszy wygłoszono kazanie, po czym nastąpiła ceremonia nałożenia rąk celebransa na głowy wszystkich zgromadzonych. Obrzęd ten nie występuje we Francji, ale jest praktykowany w Polsce, a także w Szwajcarii i w Niemczech.
Asystujący klęka przed celebransem, który kładzie obie dłonie na jego głowie, ten zaś bierze je, łączy je ze sobą i całuje miejsce namaszczone świętymi olejami. Następnie to samo robi diakon oraz pozostali duchowni, którzy biorą udział ceremonii, po czym celebrans nakłada ręce kolejno na wszystkich obecnych. Obrzęd ten jest bardzo męczący, nawet zimą, z powodu dużej liczby osób przybywających z całej okolicy do miejsca, w którym się odbywa.
Po obiedzie wysłuchaliśmy jeszcze mowy młodego duchownego, który podczas Mszy służył jako subdiakon i dość dobrze się sprawdził w tej roli. W Polsce zazwyczaj pozwala się klerykom dotykać naczyń liturgicznych, głosić kazania i odprawiać inne nabożeństwa, co nie było dozwolone we Francji”.
Młody ksiądz (un jeune Prêtre), który w Pogorzelicy odprawił mszę prymicyjną, to Tomasz Cieśliński (1801-1870) – jeden z wyróżniających się XIX-wiecznych duchownych archidiecezji poznańskiej (zob. https://exulpatriae.web.amu.edu.pl/codziennosc-ksiedza-rezydenta/). Urodzony 12 grudnia 1801 roku w Bałamącku pod Odolanowem, pierwsze wykształcenie zdobył w szkole elementarnej w Odolanowie, a następnie przeniósł się do Poznania, gdzie kontynuował naukę w tamtejszej szkole przykatedralnej, a do kapłaństwa przygotowywał się w poznańskim seminarium duchownym. Ze względu na przeszkodę wieku musiał czekać na święcenia i na rok został skierowany w charakterze nauczyciela do szkoły wiejskiej w Pogorzelicy. Po roku spędzonym w tej nadwarciańskiej wsi otrzymał z rąk biskupa sufragana archidiecezji gnieźnieńskiej Marcina Siemieńskiego święcenia subdiakonatu i diakonatu. Praca młodego seminarzysty z dziećmi w Pogorzelicy musiała spotkać się z pozytywną oceną przełożonych, skoro na krótko mianowano diakona Cieślińskiego dyrektorem szkoły elementarnej na Ostrowie Tumskim w Poznaniu.
Ks. Cieśliński przyjął święcenia kapłańskie 18 grudnia 1824 roku w Gnieźnie, a po kilku dniach pojawił się w Pogorzelicy, by w tamtejszym kościele odprawić mszę i udzielić błogosławieństwa prymicyjnego. Być może poznał księdza Pocharda już w czasie, gdy jako seminarzysta oczekujący na święcenia pracował jako wiejski nauczyciel w Pogorzelicy. Skierowany do tej parafii jako wikariusz, ksiądz Cieśliński musiał się wykazać dojrzałością i roztropnością. W tym sołectwie kościelnym funkcję wójta piastował zwykle miejscowy duszpasterz. Będąc zarazem wikariuszem i wójtem, ks. Cieśliński zaskarbił sobie szacunek i uznanie mieszkańców, choć raz był zmuszony do niekonwencjonalnych posunięć, o czym po latach z nutą nostalgii napisano w poznańskiej „Warcie”: „Z tém wszystkiém przyznać trzeba, że nie tak to łatwe zadanie, pogodzić obowiązki kapłana z urzędem świeckim, a jak u wójta, nawet policyjnym […] wymagania rządu nie były jeszcze pod ów czas tak wygórowane że też lud nasz o wiele był bogobojniejszy i że śród niego nie było tyle co dzisiaj wybryków. Ksiądz Cieśliński z zadowolnieniem wszystkich sprawował swój urząd; raz tylko w przykrzejszém znalazł się położeniu, z którego także szczęśliwie się wywinął.
Do Pogorzelicy przybył pewien innowierca, którego znano jako włóczęgę i pijaka, i zmarł nagle. Chociaż dissidentów chowano jeszcze wówczas na naszych smętarzach, jednak ksiądz Cieśliński z moralnych względów kazał nieboszczyka po za obrębem smętarza pochować. Zaskarżony o to został przez żandarma – który ujął się za swoim współwiercą – pociągnięty do odpowiedzialności. Radzca ziemiański, pan [Adam Stanisław] Moszczeński, wydał polecenie «wójtowi pogorzelickiemu», aby w téj mierze przesłuchał wikarego i całą czynność z nim spisaną do rozsądzenia mu nadesłał. Posłuszny wójt spełnia niezwłocznie, co mu zwierzchnik jego nakazuje. Zawzywa przed siebie na termin wikarego i z całą formalnością spisuje z nim protokół:
«Przed podpisanym wójtem stawa z osoby znany ks. Tomasz Cieśliński, wikariusz pogorzelicki, i oświadcza, co następuje: Prawdą jest, że pochowano zmarłego po za smętarzem, lecz inaczéj postąpić sobie nie można było, raz, że nie wiedziano, jakiego wyznania był nieboszczyk, a potem, że z powodu wylewu Warty, nie można było dostać się do smętarza».
p.p.p.
T. Cieśliński
a.u.s.
wójt pogorzelicki, ks. Cieśliński
Co zeznał wikary, to poświadczył wójt, z dodatkiem, aby sprawę umorzono, do czego się także pan radzca przychylił. I tak skończyła się ta sprawa, w której wójt i oskarżonym był i sędzią zarazem”.
Jako wikariusz ks. Cieśliński podlegał proboszczowi rezydującemu w poznańskiej parafii św. Jana Jerozolimskiego. Do swojej śmierci 22 lutego 1828 roku duchownym tym był ks. Wawrzyniec Szafrański. O jego chorobie ks. Pochard wspominał o swoich zapiskach pod datą 7 października 1827 roku, kiedy udał się do Pogorzelicy na odpust Matki Bożej Różańcowej, a ksiądz Szafrański, który po powrocie z uzdrowiska w Salzbrunn dostał gorączki, z trudem dokończył mszę recytowaną.
Po śmierci proboszcza Szafrańskiego urząd proboszczowski w parafii pw. św. Jana Jerozolimskiego, a więc również w Pogorzelicy, przejął ks. Jan Kanty Pawłowski. Ks. Pochard pozostawił dość szczegółowy opis oficjalnego wprowadzenia nowego proboszcza, które odbyło się 24 sierpnia 1828 roku:
„Po odprawieniu Mszy w kaplicy w Komorzu pojechałem do Pogorzelicy, by wziąć udział w tej uroczystości, której nigdy wcześniej nie widziałem.
Przyjechali na nią księża z okolicznych miejscowości i sekretarz landrata, który zastępował go podczas choroby. Kiedy księża byli gotowi, udaliśmy się na probostwo, przechodząc przez szpaler duchownych, z których każdy trzymał w ręce zapaloną świecę. Dziekan wyznaczony do poprowadzenia ceremonii założył komżę, stułę i kapę, a obejmujący urząd – komżę. Poprzedzani przez konfratrów, w procesji udaliśmy się do kościoła. Kiedy dotarliśmy do drzwi świątyni, zatrzymaliśmy się, by odśpiewać Miserere <mei>. Dziekan i proboszcz klęczeli w tym czasie na progu. Po odśpiewaniu Miserere dziekan wręczył proboszczowi leżące na tacy klucze do kościoła i odmówił przypisaną modlitwę. Wcześniej nakazał mu czuwać, jak należy nad tym, co znajduje się w kościele. Następnie podeszliśmy do ołtarza głównego, przy którym dziekan odmówił modlitwę związaną z przekazaniem ołtarza i po przysiędze złożonej przez nowego proboszcza, że będzie wiernym szafarzem tajemnic wiary, i po przyjęciu od dziekana pocałunku pokoju, wszyscy odśpiewaliśmy Te Deum, po którym wprowadzony w urząd proboszcz odprawił śpiewaną sumę. Po Mszy udaliśmy się na plebanię, gdzie dziekan zapytał proboszcza, czy przyjmuje na siebie obowiązek administrowania dobrami parafii. Proboszcz wyraził zgodę przez dotknięcie przykrytego obrusem stołu i wtedy ceremonia zakończyła się obiadem. Wzięli w nim udział księża, sekretarz i jego pomocnik, Dobiliński, jego żona i córka, Florkowski z żoną oraz kilka osób z okolicy. W czasie ładnie podanego obiadu panowała wesoła atmosfera. Później wikary i Florkowski grali na skrzypcach, śpiewano radosne piosenki, a na koniec tańczono. Po wyjściu pań ruszyłem w drogę do domu. Dziekan i sekretarz przez trzy dni byli zajęci sporządzaniem inwentarza wszystkiego, co należy do parafii”.
Wydaje się, że ciężar obowiązków duszpasterskich w Pogorzelicy nadal spoczywał przede wszystkim na księdzu Cieślińskim, ponieważ ks. proboszcz Pawłowski, choć młody, zmagał się z chronicznymi problemami zdrowotnymi, o czym wspominał po latach jego następca ks. Stanisław Krzywiakowski: „[ks. Pawłowski] w Poznaniu mieszkał, ciągle prawie w lekarstwach i u wód”. Wikary Cieśliński cieszył się w Pogorzelicy szacunkiem i sympatią, choć – jak sugeruje ks. Pochard – już wtedy szukał możliwości awansu, nie wykluczając nawet ewentualności przeniesienia się do innej diecezji. Dnia 8 września 1830 roku guwerner pojechał do pobliskiego Lgowa na zaproszenie tamtejszego proboszcza, by odprawić sumę odpustową, i odnotował później, że zastał w konfesjonale niewymienionego z nazwiska duchownego diecezji kujawsko-kaliskiej:
„Księża z archidiecezji poznańskiej mogą pozwolić na słuchanie u siebie spowiedzi upoważnionym do tego duchownym z innych diecezji. Inaczej w diecezji kujawsko-kaliskiej, gdzie biskup [Józef Szczepan Koźmian] na to nie pozwala i nie wyraża zgody, by księża z [Wielkiego] Księstwa Poznańskiego pracowali u niego jako proboszczowie czy wikariusze. Jest to spowodowane tym, że wyrobił sobie bardzo złą opinię o tych, którzy opuszczają miejsce, do którego przywykli. Dał temu wyraz, kiedy ksiądz Cieśliński starał się o parafię w jego diecezji”.
Po nagłej śmierci proboszcza w sąsiednim Dębnie nad Wartą ks. Tomasz Cieśliński szybko otrzymał prezentę na to wakujące probostwo i pozostał w nim do 1852 roku. Ujawnił tam w pełni swój talent poetycki, doceniony m.in. przez samego Adama Mickiewicza. W 1849 roku został uhonorowany godnością kanonika poznańskiej Kapituły Metropolitalnej, a następnie przeniósł się do Poznania, gdzie do śmierci pracował jako kaznodzieja katedralny i radca Konsystorza Generalnego.
Jan Grzeszczak